Cheat Day- za czy przeciw?

,,Cheat day”, ,,Cheat Meal”, ,,Cheat meal day” różnie ludzie to nazywają, ale zazwyczaj, czy to posiłek czy dzień, wszystko kończy się jedzeniem do utraty kontroli. Kiedyś zjawisko to nie było aż tak powszechne jak dziś. W obecnych czasach gdy nastał kult idealnej sylwetki, zdrowego stylu życia (nie zawsze będący zdrowym) i wiecznej diety, o cheat day’u słyszeli wszyscy albo prawie wszyscy.

Ale co to właściwie jest…

Cheat meal z angielskiego oznacza oszukany posiłek.  Osoby na diecie raz na tydzień lub dwa, jedzą posiłek, który składa się z produktów nie wpisujących się do jego kategorii ,,produktów zdrowych”.  I nie jest w tym nic złego, pod warunkiem, że wszystko robimy z głową i umiarem.
Ważne, aby w diecie była równowaga, a my żebyśmy mieli poczucie że gdy najdzie nas ochota możemy zjeść to, na co mamy apetyt. Zazwyczaj taki posiłek pozwala nam lepiej wytrwać na diecie i trzymać się wyznaczonych założeń. Gorzej się dzieje, gdy nasze relacje z jedzeniem nie są zdrowe.

I tak najcześciej się dzieje. Zbyt duże restrykcje kaloryczne powodują, że wyczekiwanie cheat mealu jest jest czekanie na pierwszą gwiazdkę. A gdy przyjdzie ów dzień, w którym możemy zjeść to co zakazane, rzucamy się na wszystko. A główną myślą jest to, że: ,, Przecież trzymałam się w 100% diety, jestem cały czas na deficycie kalorycznym, należy mi się”. I przykre jest to, że następnego dnia przychodzą wyrzuty sumienia, poczucie beznadziejności i smutek .

Często takie zdarzenia mogą prowadzić do zaburzeń odzywania a dokładnie kompulsywnego objadania. Plus dodatkowo do wzrostu masy ciała. Teraz krótka matematyka.

Jeżeli twoje dzienne zapotrzebowanie wynosi 2000 kcal, a ty na redukcji spożywasz 1700kcal, to twój dzienny deficyt kaloryczny wynosi 300 kcal.

W tygodniu równa się to 2100kcal, a wiedząc że 1kg tłuszczu to 7000kcal to tygodniowo teoretycznie tracimy 0,3 kg. Wynik bardzo ładny gdyż miesięcznie- zdrowo, bez efektu jojo możemy staracić około 1,5 kg.

Robiąc cheat day, jemy pizze, paczkę ciasteczek plus pół tabliczki czekolady bo została z owsianki. I tak jesteśmy w stanie zjeść nawet 4000kcal. Nasze starania wychodzą na marne, a poświęcenie czasu na ważenie, gotowanie posiłków, noszenie pudełek nie przyniosło zamierzonego efektu.

20 minut przyjemności w ustach i zamiast przystać na 1 ciastku…. no dobra dwóch,pochłonęliśmy w krótkim czasie tyle jedzenia.  A potem następnego dnia katorżniczy trening, nie z przyjemności a z musu.

Tak wygląda najczęściej scenariusz, ale tak wcale nie musi być.

Zacznę od początku. Dlaczego tak się dzieje?

Zakazy i  ograniczenia spożywania konkretnego pokarmu lub grupy pokarmów powodują, że staje się on dla nas bardziej pożądany i jest to naturalne. Zakazany owoc smakuje najlepiej. Świetłana Bronnikowa w swojej książce pt.:,, Intuicyjne odżywanie”  opisuje to zjawisko jako efekt sprzeciwu wobec zakazów. 
Czemu akurat zjadasz całą tabliczkę czekolady, a nie kilogram szpinaku? Bo szpinak jest super, możesz go jeść w nieograniczonych ilościach, a ciasteczka są zakazane. Tak to działa.

W książce również jest opisane, że ,, Najskuteczniejszą kampanią popularyzacji zdrowego odżywiania byłby powszechny zakaz jedzenia zdrowej żywności” . Myślę, że byłoby to bardzo skuteczne.

Cheat Day opiera się głównie na pokarmach, które są świadomie lub nieświadomie uznane za szkodliwe.

Trzymanie się jadłospisu nie jest niczym złym, ale nie powinien on być wyznacznikiem dnia i nie powinien on generować stresu.

  1. Przede wszystkim trzeba przestać klasyfikować jedzenie na dobre i złe. To nie pokarm jest trucizną, ale jego dawka. Jedna paczka chipsów dziennie nie jest zdrowa, ale garść chipsów na urodzinach przyjaciela nie spowodują, że nagle zachorujemy. Lepiej zjeść z umiarem niewielką porcję czegoś, czego nie jemy na co dzień, niż najadać się tym do bólu brzucha raz w tygodniu.
  2.  Po drugie ważne aby nie narzucać sobie zbyt restrykcyjnej diety. Zjedzenie jednego ciastka dziennie do śniadania po pełnowartościowej sałatce jest lepszym rozwiązaniem niż planowanie dnia obżarstwa.  Jeżeli wiesz, że pracujesz w miejscu gdzie masz dostęp do jedzenia i wiesz, że ciężko jest ci z niego zrezygnować, to zrób tak, żeby raz na jakiś czas pozwolić sobie na nie, gdy najdzie Cię ochota.
  3. Nie planuj z góry cheat day. Spowoduje to nałogowe myślenie o jedzeniu. A przecież nie żyjemy, żeby jeść. I jedzenie nie powinno rządzić twoim życiem.
  4. Naucz się odczytywać sygnał głodu i sytości.
  5. Pozwól sobie na to co lubisz. Nie musisz być męczennikiem i z bólem patrzeć jak znajomi jedzą coś czego Ci nie wolno. Masz prawo (jeżeli nie borykasz się z żadną jednostką chorobą) do tego aby jeść to co lubisz.  Nie mówię tutaj o codziennym jedzeniu hot-doga z żabki, bo znajomy tak je. Masz swój umiar i zjedzenie czasem czegoś, co nie zalicza się do kategorii #fit da Ci więcej korzyści niż strat. Przede wszystkim wpłynie pozytywnie na twoją psychikę.

Pomyśl czy warto dla wyrzutów sumienia następnego dnia, planować cheat day. Nie jest to łatwe, bo wszystko siedzi w naszej głowie, ale jeżeli pytasz czy jestem za czy przeciw takim zwyczajom, to jestem przeciw. Nie uważam, żeby było coś złego w zjedzeniu ciastka każdego dnia (nie mówię o ciastkach American cookie, które mają ponad 400kcal/ 1 szt). Jesteśmy tylko ludźmi, a wszystko jest dla ludzi, ale róbmy to z głową.

A ty co myślisz o cheat day?

Napisz, a ja chętnie poczytam:)

Bibliografia:

  1. Bronnikowa S.: Intuicyjne odżywianie. Jak przestać martwić się jedzeniem i schudnąć. Wyd. Hartigrama 2017

Join the Conversation

  1. Avatar

1 Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *